Niektórzy mężczyźni są serio wyjątkowi..
Dziś pewien kawałek żelastwa należący do mojej firmy musiał dotrzeć w pewno miejsce. Jako że pogoda ładna i w robocie się siedzieć nie chce, postanowiłam nie wysyłać ustrojstwa kurierem ale samodzielnie je dostarczyć.
Problem był w tym, że nie do końca byłam zorientowana, jak tam dotrzeć. Tu z pomocą przyszedł mi on - kolega z biura.
Wybija godzina wymarszu, kolega podchodzi do mojego biurka, na którym owo żelastwo leży i czeka.
Wstaję, ubieram się... on czeka.
Podnoszę cholerne żelastwo do góry, o kurwcze, ciężkie jednak! i rozmiaru słusznego! niełatwo iść w jednej ręce z torbą, a w drugiej z tym tałatajstwem... ale nic, ruszamy.
Po drodze prawie ręka mi nie odpadnie, ale twardo idę.
W pewnym momencie cud - kolega mówi "ciężkie to?" i bierze żelastwo w swoje łapska.
Chwilę waży je w zamyśleniu, po czym wręcza mi je spowrotem....
A już po tym jak dotargałam to badziewie na miejsce słyszę: "Wiesz...ładnie dziś, poszedłbym gdzieś..." i tu następuje piękny uśmiech i porozumiewawcze spojrzenie.
Aha. A ja się już nachodziłam.
-
Zaczniemy od nowa ?:
-
Zaczniemy od nowa ?:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›